czwartek, 29 października 2009

jej jej pojde ...

Los Meli, jej dalsze życie pomiędzy Dulskimi, zdaje się przesądzony, chociaż Zapolska pozostawia tę kwestię otwartą. Nieprawdopodobne jest, by zastraszona Mela zechciała, czy nawet potrafiła, skorzystać z rady udzielonej jej – najżyczliwiej, chociaż nie bez ironii – przez starszego brata: To źle. Panna Dulska powinna iść naprzód tak... rozumiesz. Ktoś potrąci – ty jego... to powinna być nasza zasada. Jak najwięcej miejsca. Für die obere zehn tausend MiIIionen kołtunen! (Dla górnych dziesięciu tysięcy kołtunów) (II/7). Niełatwo jednak będzie Meli obronić się przed „dulszczyzną". Braku akceptacji nie zrównoważą słowa Hanki, wypowiedziane przez nią w momencie opuszczenia domu; Całuję rączki panience.., jedna panienka tu co warta. Niech się ta panience powodzi... a innym, to niech... (III/l4). Alternatywą wydaje się jedynie smutna prognoza: Nie – ja pójdę do klasztoru (II/7).