Los Meli, jej dalsze życie pomiędzy Dulskimi, zdaje się przesądzony, chociaż Zapolska pozostawia tę kwestię otwartą. Nieprawdopodobne jest, by zastraszona Mela zechciała, czy nawet potrafiła, skorzystać z rady udzielonej jej – najżyczliwiej, chociaż nie bez ironii – przez starszego brata: To źle. Panna Dulska powinna iść naprzód tak... rozumiesz. Ktoś potrąci – ty jego... to powinna być nasza zasada. Jak najwięcej miejsca. Für die obere zehn tausend MiIIionen kołtunen! (Dla górnych dziesięciu tysięcy kołtunów) (II/7). Niełatwo jednak będzie Meli obronić się przed „dulszczyzną". Braku akceptacji nie zrównoważą słowa Hanki, wypowiedziane przez nią w momencie opuszczenia domu; Całuję rączki panience.., jedna panienka tu co warta. Niech się ta panience powodzi... a innym, to niech... (III/l4). Alternatywą wydaje się jedynie smutna prognoza: Nie – ja pójdę do klasztoru (II/7).