wtorek, 17 listopada 2009

powiedzialam, i stroz ...

Indywidualizację języka postaci Zapolska stosuje z dużym wyczuciem. Hanka i Tadrachowa mówią językiem prostym, pełnym kolokwializmów, ale że Hanka pochodzi spod Lwowa, a jej matka chrzestna z miasta, w języku tej ostatniej częściej usłyszymy charakterystyczne lwowskie „ta". Rozmowy prowadzone są zupełnie naturalnie, pojawiają się potoczne wyrażenia, słowa proste, nawet „grube". Dulska nazywa Hankę tłumokiem, nieustannie drży, by w jej domu i kamienicy nie doszło do szkandału i mylnie używa wielu pojęć (na przykład mówi secesja zamiast scysja), Hesia obwieszcza ojcu, że jej siostra jeszcze się pichci, Tadrachowej tak smakuje likier, że aż ją mgli. Daleka od poprawności jest też stylistyka i składnia wypowiedzi, co jak już wcześniej pisaliśmy – jednocześnie służy charakteryzowaniu bohaterów i przynosi efekt komiczny; na przykład Hesia, na pytanie matki, czy wysłała list do ciotki, odpowiada: Posłałam. I powiedziałam, żeby stróż prosił, że mamcia prosi, żeby ciocia zaraz przyszła (III/2). W doborze słownictwa i sposobu mówienia każdego z bohaterów Zapolska jest tak precyzyjna, że różnicuje nawet – zależnie od okoliczności i rozmówców – język tego samego bohatera (porównajmy, jak rozmawia Dulska ze Zbyszkiem, a jak z Hanką, lub też jakim językiem posługują się w rozmowie ze sobą Zbyszko i Juliasiewiczowa, a jak zwracają się do innych osób dramatu). Swoistą formą indywidualizacji językowej jest także konsekwentne milczenie pana Dulskiego, zwłaszcza w zestawieniu ze słowotokiem jego żony.