To, żeby autor w jakimś stopniu utożsamiał się ze stworzoną przez siebie postacią literacką, jest czymś raczej rzadko spotykanym, w twórczości Słowackiego powtórzy się to jednak raz jeszcze, ale w pomyśle chyba bez precedensu w literaturze świata, a mianowicie w Królu-Duchu (1845 — l849). Oczywiście czytelnik musi przyjąć tym razem jako konwencję obowiązującą teorię o reinkarnacji. Poeta, który uważał samego siebie za „ducha-rewolucjonistę", zamierzał pokazać poszczególne wcielenia tego ducha w dziejach narodu polskiego. W takim ujęciu nie mogło być mowy o jakichkolwiek pierwiastkach autobiograficznych przeniesionych na postaci legendarne czy historyczne, które występowały jako ponowne wcielenia poety. Postaci te nie mogły być jego sobowtórami, bo były ucieleśnieniem pewnych idei.