Z entuzjazmem przyjął też Mickiewicz w 1853 r. pierwsze wieści o występach improwizatorskich w Warszawie Deotymy (J. Łuszczewskiej). Występy te wywołały dużo rozgłosu i od początku były kontrowersyjne. Wymowne są tu sprzeczne opinie Krasińskiego. Miał wyrazić się: „to nie dziewczę mówi, ale przez dziewczę mówi", a więc dopatrywać się w nich nadprzyrodzonej inspiracji. Ale A. E. Koźmian zanotował i diametralnie przeciwstawne zdanie poety: „zowie to występowanie publiczne une prostitution ducha". Wbrew sugestii pseudonimu poetki (Deotyma znaczy Bogobojna) improwizacje te nie miały zresztą wieszczych aspiracji. A kiedy w r. 1854 Deotyma ogłosiła tom swych mocno konwencjonalnych wierszy, nieporadnie zatytułowanych. Poezje i improwizacje, publikacja ta przyczyniła się, jak świadczą głosy krytyczne, do zdewaluowania improwizacji w opinii publicznej.